Tygodnik Moralnego Niepokoju. Wybór tekstów.
Autor: Robert GÓRSKI
ZBROJENIÓWKA: STOŁÓWKA
SPIKERKA: SŁUŻBA CYWILNA
SPIKERKA: METALE
SPIKERKA: DZIWNE ZNAKI
NIENAWIDZIMY CZECHÓW
SZUKAM PRACY
ZBROJENIÓWKA: STOŁÓWKA
SMÓŁKO: Dzień dobry panie dyrektorze.
DYREKTOR: Witam, panie Smółko. Czy przed wejściem tutaj wytarzał się pan w tej szmacie ze środkiem dezynfekującym?
SMÓŁKO: Tak. A po co to wszystko?
DYREKTOR: Gdyby w zakładzie wybuchła epidemia zatrzyma się przed moim gabinetem.
SMÓŁKO: Grozi nam wybuch epidemii?
DYREKTOR: Nie, ale lepiej dmuchać na zimne. Wczoraj wizytowałem zaplecze zakładowej stołówki i pomyślałem sobie, że nie zaszkodzi się zabezpieczyć.
SMÓŁKO: No bo ja właśnie w sprawie stołówki.
DYREKTOR: Co, nie smakuje panu jedzenie?
SMÓŁKO: Smakuje, mam tylko pytanie czy chociaż raz w tygodniu mogłoby być coś innego niż brukiew i zupa z pokrzyw?
DYREKTOR: Mój dziadek jadł taki posiłek całą swoją młodość i nie narzekał.
SMÓŁKO: No tak, ale on siedział w łagrze na Syberii.
DYREKTOR: Bierzmy przykład z bohaterów. Poza wszystkim brukiew jest bardzo zdrowa. Zwłaszcza taka niepryskana.
SMÓŁKO: Skąd pan wie, że akurat ta z naszej stołówki jest niepryskana?
DYREKTOR: Chyba wiem czy moja żona pryska w ogrodzie te brukiew czy nie. Jest droższa, ale zdrowsza.
SMÓŁKO: Czyli tak jak jest, jest dobrze?
DYREKTOR: Bardzo dobrze, a pan jest zadowolony, choć może nawet nie zdaje pan sobie z tego sprawy. Gdzie mi pan tam zagląda?
SMÓŁKO: Będzie pan jeszcze jadł to jabłko? Wskazuje na ogryzek
DYREKTOR: Nie, proszę, odliczę panu od pensji. A co, nie był pan na obiedzie?
SMÓŁKO: Byłem, przyniosłem sobie talerz na stół, ale odwróciłem się po sól i szczur mi brukiew zeżarł. Patrzyłem jak jadł i nie miałem siły go odciągnąć.
DYREKTOR: Stać jeszcze pana na litość?
SMÓŁKO: Nie miałem siły w sensie fizycznym, bo byłem wyczerpany niesieniem talerza. Jestem u kresu wytrzymałości.
DYREKTOR: Niech się pan nie załamuje i pomyśli, że jutro też jest dzień. I też będzie obiad.
SPIKERKA: SŁUŻBA CYWILNA
SPIKERKA: Czy w Polsce powstanie służba cywilna z prawdziwego zdarzenia? Zdaje się że są pewne objawy zmian. W studio goszczę świeżo odwołanego dyrektora departamentu budownictwa, politycznego aparatczyka bez kwalifikacji, którego jedynym atutem była przynależność partyjna. Po prostu był swój, pan Bronisław Bębenek.
BĘBENEK: Dzień dobry towarzyszko redaktorko, dzień dobry towarzysze widzowie.
SPIKERKA: No właśnie, samo państwo słyszą. Na co wydawał pieniądze pana resort, jakie budowy prowadziliście w ostatnim czasie?
BĘBENEK: To było podziemne centrum aborcyjne, stacja telekomunikacyjna zakłócająca radio Maryja, dwa przyszpitalne ośrodki eutanazyjne i sześć półlegalnych agencji towarzyskich połączonych tajnym korytarzem z moją prywatną willą zbudowaną za publiczne pieniądze.
SPIKERKA: Nadszedł kres tej samowoli. Oto pana następca, bezpartyjny fachowiec, pan Adam Skrzela.
SKRZELA: Niech będzie pochwalony.
BĘBENEK: To jest bezpartyjny fachowiec? Nie sadzę.
SKRZELA: Nie sądź, abyś sam nie był sądzony.
SPIKERKA: METALE
SPIKERKA: A ja goszczę w naszym studiu Sławomira Pastuszka "Wariata" i Sławomira Ptysia znanego pod pseudonimem "Dziki", czyli jednym słowem wschodzącą gwiazdę ciężkiego rocka, zespół "Ponury żniwiarz". Skąd ta nazwa?
WARIAT: Chcieliśmy się nazwać "Budka Suflera", ale okazało się, że już podobno jest taki zespół, a z kolei "Onaniści" wydało nam się zbyt awangardowe.
SPIKERKA: Wasz najnowszy singiel promujący płytę "Zwłoki z trzęsawisk" nosi tytuł "Wątroba". O czym jest ten utwór?
WARIAT: Po prostu śpiewamy o tym, co nas boli.
SPIKERKA: A możecie zaprezentować fragment tego utworu?
WARIAT: Dziki, podrzucimy trochę żaru?
Dziki coś odpowiada mu na ucho
WARIAT: Nie możemy zagrać.
SPIKERKA: Dlaczego?
WARIAT: Dziki się wstydzi.
SPIKERKA: DZIWNE ZNAKI
SPIKERKA: Panie Marcinie, ostatnio zrobiło się głośno o panu, a przede wszystkim o tym co wydarzyło się na pana polu. Może pan o tym opowiedzieć?
GOSPODARZ: Tak. Na moim polu za stodołą, w życie, pojawiły się dziwne znaki.
SPIKERKA: Kiedy pan je zauważył?
GOSPODARZ: Wieczorem jeszcze tego nie było, a kiedy rano poszedłem za stodołę
SPIKERKA: Poszedł pan za stodołę, bo coś pan przeczuwał?
GOSPODARZ: Nie, poszedłem za stodołę, bo chodzę tam od czasu do czasu, żeby
po prostu tam chodzę.
SPIKERKA: Przepraszam. I co dalej?
GOSPODARZ: I nagle spostrzegłem w zbożu te dziwne znaki.
SPIKERKA: Ma pan może jakieś ich zdjęcie?
GOSPODARZ: Nie, ale mam je sobą.
SPIKERKA: Co? Dziwne znaki?
GOSPODARZ: Tak, proszę.
Pokazuje dziwne znaki. Znaki drogowe.
SPIKERKA: Ale kwas. I to ma być według pana śmieszne?
GOSPODARZ: A nie jest?
SPIKERKA: Chyba tylko przez osłabienie. Przepraszam państwa, wracamy do programu.
GOSPODARZ: A wie pani, że w lesie znalazłem grzyba giganta?
SPIKERKA: Znowu jakaś podpucha?
GOSPODARZ: Nie, powaga. Olbrzymi grzyb. Pokazać?
SPIKERKA: Powiedzmy.
GOSPODARZ: Igor!
Wchodzi Kozak
SPIKERKA: Co to jest?
GOSPODARZ: Kozak.
SPIKERKA: Wracamy do programu.
GOSPODARZ: Co? Mały?
KOZAK: Pan, czto słuczyłos?
GOSPODARZ: Nie znaju.
NIENAWIDZIMY CZECHÓW
MIKOŁAJ: Zaraz dostanę cholery.
PRZEMEK: No nie mogę.
RAFAŁ: Co za syf.
ROBERT: Masakra.
KASIA: Co się stało?
MIKOŁAJ: Jak to co się stało? Poczytaj gazety. Wyniki meczów towarzyskich w piłce nożnej. Czechy Brazylia 4: 0. Piękna finezyjna gra Czechów. Polska Cypr 0: 0. Z trudem wywalczony remis.
KASIA: Czesi są dobrzy.
PRZEMEK: Tenis. Czech zwycięzcą Australian Open. Najlepszy z Polaków nie notowany. Hokej. Czechy Polska 15: 1. Kapitana polskiej drużyny odwieziono do szpitala po tym jak wbił sobie niechcący kij w genitalia.
KASIA: Tenis i hokej to narodowy sport Czechów.
RAFAŁ: Bruce Willis kupił posiadłość w Pradze czeskiej. To najpiękniejsze miasto na świecie - twierdzi Bruce. Na warszawskiej Pradze podczas libacji alkoholowej konkubina Halina S. śmiertelnie dźgnęła nożem konkubenta, który właśnie wyszedł z więzienia.
KASIA: Piękna jest ta starówka w Pradze.
ROBERT: Cudem ocalona. Madonna wyszła cało z wypadku, jaki wydarzył się jej na jednej z wielu czeskich autostrad. Mimo że jechała 300 kilometrów na godzinę w jej skodzie zadziałały wszystkie systemy bezpieczeństwa. Pijany rowerzysta z Polski nie przyznaje się do spowodowania zagrożenia.
PRZEMEK: Polska. 13 ofiar wypadku pod Łańcutem. Młodzi ludzie wracali polonezem z dyskoteki. Nie zadziałały hamulce, wyrzuciło ich na koleinie, czołowe zderzanie z dwoma TIRami naraz.
KASIA: Czeski film zdobył Oskara. Za reżyserię i oryginalny scenariusz. Polska. Olaf Lubaszenko kręci kolejny film wzorowany na amerykańskich produkcjach klasy C. Ci Czesi to zdolny naród.
MIKOŁAJ: Pepiki zasrane.
RAFAŁ: A wiecie dlaczego w czasie wojny nie było w Czechach partyzantki?
WSZYSCY: Nie.
RAFAŁ: Bo Niemcy zabronili.
KASIA: Gospodarka. Wskaźnik bezrobocia w Czechach 8%, w Polsce 20.
MIKOŁAJ: Zamknij się.
ROBERT: A wiecie jak jest po czesku Zaczarowany flet? Zahlastana fifulka.
PRZEMEK: A ogórek konserwowy? Sterylizowany uporek.
RAFAŁ: A Terminator? Elektronicny mordulec.
MIKOŁAJ: Nawet nie mają dostępu do morza, wsiury.
ROBERT: Dobra, olejmy ich. Jedziemy w te ferie na narty?
PRZEMEK: Pewnie. Może do Szczyrku?
RAFAŁ: Do Szczyrku? Szczyrk jest tak zawalony ludźmi, że koniec. Kolejka do wyciągu to co najmniej godzina stania.
KASIA: To może lepiej do Czech.
WSZYSCY: Co?
KASIA: Tam są lepsze warunki, jest taniej, mniej ludzi, smaczne jedzenie, Czesi są uprzejmi, jest mają lepsze góry, jest więcej wyciągów
Możemy sobie pójść ma mecz hokeja, popatrzeć.
WSZYSCY: Niechętnie No dobra.
MIKOŁAJ: A wiecie jak się nazywała najsłynniejsza trójka czeskich hokeistów? Popil, Poruhal a Smutny.
SZUKAM PRACY
GWIDON: Możesz mi poczytać gazetę?
ROMEK: Dlaczego ja?
GWIDON: Bo mi się wszystko miga. Byłem wczoraj u Jarka na urodzinach i tak świętowałem jego zdrowie, że własne mi się pogorszyło. Daje gazetę
ROMEK: Co ty? Gazeta praca? Gwidon, szukasz pracy?
GWIDON: Tak, Jarek powiedział, że jak mu nie odkupię fotela to mi urwie głowę.
ROMEK: Szukasz czegoś konkretnego?
GWIDON: Najlepiej żeby był służbowy samochód. To bym z niego fotel wyciągnął i po sprawie.
ROMEK: Dyspozycyjnego pracownika bez nałogów
GWIDON: Dalej.
ROMEK: Atrakcyjnego, przystojnego do pokazów sukni ślubnych. Dalej.
ROMEK: Hotel Marriott zatrudni specjalistę od organizacji bankietów, potrzebne co najmniej dwuletnie doświadczenie w dziale bankietowym.
GWIDON: To ja mam niejakie doświadczenie
ROMEK: Bankiet a libacja alkoholowa to dwie różne sprawy. Tutaj hasło wóda do oporu nie działa.
GWIDON: To ja chyba nigdy nie byłem na bankiecie.
ROMEK: Sprzedawcę do sklepu zoologicznego Muflon. Wymagany posłuch u zwierząt i odporność na ukąszenia.
GWIDON: Odporność na jad to ja mam. W końcu już 20 lat jestem żonaty ze żmiją.
ROMEK:
O, jest wolne stanowisko general menager.
GWIDON: Brakuje generałów? Ciekawe jak bym wyglądał w mundurze.
ROMEK: Jak przebrany menel.
ROMEK: Praca dla lakiernika...
GWIDON: To może moja żona by to wzięła. W domu to śmierdzi jak w warsztacie. Ona sobie dziennie to 3 razy kładzie lakier. A i tak widać, że pod nowym lakierem stary gruchot.
ROMEK: Sprzedawcę do sklepu Świat Alkoholi.
GWIDON: A to ciekawe.
ROMEK: To by się skończyło zagładą świata. Przewóz piachu. Zatrudnię dorywczo na Kamaza wywrotkę.
GWIDON: Mi i bez kamaza się zdarzają takie wywrotki, że piach to do dzisiaj mi w zębach zgrzyta.
ROMEK: Poszukiwany specjalista ds. windykacji należności na terenie Warszawy. Wymagania: łatwość wyrażania myśli, zdolność do szantażu, znajomość lasów wokół Warszawy.
GWIDON: Do tego służbowa łopata.
ROMEK: Chippendales Super Models prowadzi nabór przystojnych i dobrze zbudowanych mężczyzn do rewii dla kobiet wyrywa sobie
GWIDON: Zabrałeś mi pewną pracę.
ROMEK: Pewną pracę to masz przy segregacji śmieci. Składanie długopisów. Praca w domu.
GWIDON: O to brzmi sensownie.
ROMEK: Wymagania: kreatywność, perfekcyjna znajomość języka zapytań SQL i środowiska Windows, nieumiejętność dochodzenia swoich praw przed sądem pracy.
GWIDON: Chyba nie umiem złożyć długopisu. To wszystkie propozycje?
ROMEK: Ostatnia - poszukiwany tłumacz filmów porno. Wymagana biegła znajomość niemieckiego.
GWIDON: O, to wezmę.
ROMEK: A ty znasz niemiecki?
GWIDON: Nie, ale znam tematykę.
|
|